Tak, tak.. Nazwa pochodzi z greckiego teatru :) Bez zbędnych wyjaśnień, zagłębieni wiedzą... Tak długo nie dodawałam nic, ale postanowiłam, że będę dodawać rozdziały kiedy będzie wena, a, że mam jej teraz aż w nadmiarze i aż ze mnie wychodzi bokami muszę dać jej ujście w formie opowiadania :)
Stali wtedy na dachu jednego z budynków, uważnie przyglądali się wszystkiemu co ich otaczało, jakby za chwilę mieli stąd odejść, lub jakby zwiedzali zupełnie obcy kraj. Włosy dziewczyny lekko powiewały na wietrze, teraz spojrzała w niebo. Leciał nad nimi gołąb, mały, bezbronny, a tuż za nimi orzeł, ogromny, potężny orzeł. Gonił swoją zdobycz, czy wynik nie był już przesądzony? Kto ucieknie? Kto zostanie zjedzony? Kto umrze...?
- Czy ty też myślisz, że jesteśmy jak te ptaki?- spytała nadal patrząc w niebo.
- Nie wygłupiaj się.. Porównujesz człowieka do ptaka? Dobre sobie.- odpowiedział nawet nie spoglądając w stronę dziewczyny.
- Nie chodzi mi o same ptaki. Orły gonią gołębie, silniejszy słabszego.. Tak jak nas tytani.. Ciągle uciekamy, ale tylko nielicznym się to udaje. Silniejszy góruje nad słabszym, czy ten wynik nie jest już z góry przesądzony?- na końcu głos się jej trochę załamał.
Dopiero teraz na nią spojrzał, przez zachodzące słońce jej oczy zrobiły się złote, a włosy lekko połyskiwały. Jego spojrzenie było zimne, obojętne na wszystko, bez uczuć, pozbawione jakichkolwiek emocji.
- Znowu dążysz do tego tematu... Możesz już dać sobie spokój? Naprawdę, robisz sie nieznośna..- powiedział i rzucił jej lekceważące spojrzenie.
- ALE CO W TYM ZŁEGO??!! CO JEST ZŁEGO W TYM, ŻE CHCĘ POMÓC LUDZKOŚCI?- wykrzyczała swoje pytanie, jakby to był teatr... Każde słowo wróciło echem.. Niczym w teatrze. Wokół nich tańczyły dźwięki. Razem z tupotem nóg śpiewały ptaki, szumiały liście, ktoś krzyczał, jeszcze ktoś wyznawał miłość... Ktoś płakał, błagał o litość, umierał wymawiając ostatni raz imię...
Teraz oboje stali na dachu, niczym na scenie, zachodzące słońce oświetlało ich od boku.
- Ty nadal nic nie rozumiesz, jesteś jeszcze nie dojrzałym dzie...
Przerwała mu...
- Powiedz mi., powiedz mi czemu jesteś temu przeciwny? Co boisz się, że cię zostawię? Przecież i tak podobno cię nie obchodzę...- teraz powiedziała nieco spokojniejszym tonem.
- Petra... Zostaw to ludziom poświęconym temu..
- Acha, czyli według szanownego pana Leviego mam siedzieć na dupie i patrzeć na śmierć ludzi z którymi jeszcze wczoraj śmiałam się przy kolacji?!- jej twarz zmieniła wyraz, teraz wyrażała złość.- Czy ty to rozumiesz? Czy chociaż próbujesz mnie zrozumieć??!
Oczywiście, że ją rozumiał.. Znał doskonale całą historie.. Podszedł do niej i bardzo delikatnie przytulił wtulając swoja głowę w jej ramię. Zwrócił głowę w stronę jej głowy, ale nadal leżała na jej ramieniu.
- Też nie chcę, by w moim życiu zginał ktoś jeszcze dla mnie ważny, ale zrozum, że nie należy działać pochopnie, pod wpływem emocji...
Te słowa nią wstrząsnęły, ale nie tak bardzo jak sam gest jej przyjaciela. Może by to coś zmieniło... Zanim umarło tyle osób bliskich jej sercu.. Nie.. Zanim poznała potęgę tytanów..
- Wiem, dziękuję ci za wszystko, ale ja już podjęłam decyzje..- odeszła od niego o krok, spuściła głowę i położyła złożone dłonie na swoich piersiach.- Wstąpię do Oddziału Zwiadowców.
Teraz, na jego wiecznie niewyrażającej uczuć twarzy, można było zauważyć oburzenie. Te słowa nim wstrząsnęły. Poczuł coś... Jakby troskę, chciał pomóc... Bardzo chciał pomóc, może nawet bardziej niż można było przypuszczać.
- Nie, to ja idę, ty zostajesz tutaj.
Nie spodziewała się takich słów z ust Leviego, nastała chwila ciszy. Poczuła jego spojrzenie na sobie, spojrzała w jego oczy. Czarne.. Nie wyrażały uczyć, ale teraz, może sobie to wymyśliła, ale widziała w nich małego Leviego, tego, którego spotkała kilka lat temu.
- Skoro tak, to ja idę z tobą.- powiedziała, a z jej oczu popłynęły łzy, rzeka łez... Mimo wszystko uśmiechała się.. Teraz wszystko ucichło.. Pozostał tylko ledwo słyszalny dźwięk tupania.. Gdzieś w tle szmer... Wszyscy opuszczali ,,widownię"... Lecz ,,aktorzy" nadal stali, teraz już zdjęli maski, nie mieli butów z wysokimi obcasami, słońce już ich nie oświetlało.. Jedynie księżyc wychylał się zza chmur, które powoli go z powrotem zasłaniały.. Ci stali w ciszy i patrzyli na siebie..
I jak Wam się podoba? Chcecie więcej? :) Widziałam tylko jedno polskie opowiadanie Levi&Petra, a, że kocham ten paring to musiałam napisać :) To opowiadanie nie będzie mieć tylko trzech rozdziałów jak tamto hyh xd Jeżeli chcecie jakieś inne opowiadania, to chętnie wykorzystam moją wenę by je napisać! Mam bardzo dużo cudownych porównań homeryckich, sytuacji itp, ale nie mam jakby głównego wątku... Bo akurat projektowanie postaci czy wyglądu miejsc to najłatwiejsza sprawa :)
Komentarz= motywacja
Pozdrawiam!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz