7 paź 2014

Levi&Petra: rozdział I ,,Śmierć, a życie"

To opowiadanie pisze sama, uwielbiam paring Levi x Petra, a zauważyłam, że opowiadań o nich jest blisko 0,00 :(
Wiem jak to jest, gdy chcemy poczytać o jakimś paringu, a prawie nic nie ma więc ja napiszę, mam nadzieję, że się nie zawiedziecie ;) Opowiadania będą dodawane co sobotę. Polecam włączyć to: http://youtu.be/Vdj0SadAmzM
jest to soundrack który bardzo pasuje do tego rozdziału i lepiej Was wprowadzi, będziecie mogli się wczuć :)
Kolejny dzień, kolejne istnienia pożarte przez tytanów. W dziecięcym sercu chłopca rodziło się coś, czego nie można sobie wyobrazić. Smutek...? Złość...? Dopiero teraz zrozumiał co się stało z jego matką, ojcem, całą rodziną... Pogrążony w swoich myślach prawie nie dostrzegł osoby zmierzającej w jego kierunku.
- Hej, nic ci nie jest?- dziewczynka o blond włosach podeszła do chłopca. Była od niego niższa i młodsza, patrzyła z zaciekawieniem na jego poważną twarz. Wyrwany z myśli spojrzał na nią gwautownie. Jej spojrzenie go jakoś uspokajało, nie wiedział czemu... Nadal nie wie...
- N.. nic...- odpowiedział i odwrócił spojrzenie. Jednak dziewczynka nie dała za wygraną.
- Jestem Petra, a ty?- powiedziała i wyciągnęła do niego swoją małą dłoń. Gdy spojrzał na nią lekko się uśmiechnęła. Był zdziwiony, dało się to rozpoznać po jego twarzy. Niepostrzeżenie i on się uśmiechnął, nie był to uśmiech wypełniony szczęścię i radością, ale napewno szczery. Przykucnął tak, by był na tym poziomie co ona. Wziął jej małą dłoń i zamknął w swojej. Po raz kolejny się uśmiechnął.
- Widzisz i od razu lepiej gdy tylko się uśmiechniesz. Wiesz, że wyglądasz pięknie? Trochę jak anioł bez skrzydeł.. Nie... Masz skrzydła, ale jeszcze ci nie urosły!- mimo, że była dzieckiem słowa przez nią wypowiedziane zostały w jego sercu, pozostaną na wieki... Popatrzył jej w oczy, widział w nich coś jak zafascynowanie. Jej spojrzenie było kojące...
- Petra, tak?- spytał wstając.
- Tak...- odpowiedziała patrząc na chłopca, który powoli wstawał i puszczał jej dłoń.
- Ja jestem Levi, a teraz, powiedz gdzie są twoi rodzice? Pewnie się martwią o ciebie, powinnaś wracać.- powiedział i znów na jego twarzy pojawił się dawny smutek.
Dziewczynka nie odpowiedziała tylko spuściła głowę.
- Coś nie tak?- spytał bez namniejszego uczucia.
- Nie, nic.- powiedziała dziewczynka i spuściła głowę tak, że jej złote włosy całkowicie zakryły jej twarz. Biała, brudna sukienka, złote włosy... Wyglądała jak aniołek... Mały, słodki aniołek...
- W takim razie ja już idę. Uważaj na siebie.- powiedział i odszeł. Bez celu, bez niczego, po prostu poszedł przed siebie.
Dziewcztnka długo patrzyła za nim spod włosów. Gdy odszedł wystarczająco daleko, tak, by nie mógł dosrzec jej twarzy podniosła głowę. Na jej twarzy było widać ścieżki łez, ale także uśmiech. Szeroki, piękny, anielski uśmiech... Taki uśmiech, który może pokolorować nawet najciemniejsze serca.
- Jak wyrosną ci skrzydła, to się znów spotkamy, prawda? Niech będą to skrzydła wolności, takie jak ty!- krzyknęła za nim. Stanął w środku tłumu, który ciągle się niespokojnie poruszał, podniósł głowę i uśmiechnął się prawie niezauważalnie.
I jak Wam się podoba? Ja jestem meeega zadowolona, że aż siebie nie poznaję :") Komentujecie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz